Mass Effect – pierwsza recenzja Bishopa

Mass Effect… Nazwa dość specyficzna, właściwie nic nie mówiąca o samej wartości gry, bo co to znaczy? Po prostu Efekt Masy… Dla wielu jest to gra godna uwagi, dla wielu zbyt liniowa, dla mnie…? 

Kto uratuje galaktykę?Mass Effect Screen 1

Klasycznie grę rozpoczynamy od wykreowania własnej postaci. Wybieramy płeć i dowolnie modyfikujemy  wygląd, jedyną cechą jest nazwisko, które zostaje ustalone przez autorów gry – jego nie możemy zmienić  (przynajmniej nie bezpośrednio z tej aplikacji ^-^).

Dodatkowo wybieramy historie początkowe oraz profesję, której umiejętnościami biegle będzie posługiwał się  Nasz bohater. Do wyboru mamy ich pięć – Inżynier, Biotyk, Żołnierz oraz dwa Miksy (nie polecam – postać  bardziej wszechstronna, jednak umiejętności są słabiej rozwinięte).

 Epickie rozpoczęcie zabawy…

Dawno, dawno temu w odległej galaktyce… Nie, to nie ta historia. Zabawę zaczynamy jako komandor statku „Przymierze”. Naszym celem jest oczywiście wykonywanie wszelakiego rodzaju misji, zadań i innych ciekawostek definiowanych przez Radę Międzygalaktyczną. Oczywiście nic za darmo… Za poprawnie wykonywane misje dostajemy wynagrodzenie, często pod postacią nowych przywilejów. Tradycyjnie aby wprowadzić Nas w klimaty gry jesteśmy zmuszeni wykonać misję samouczka, dzięki której bieglej będziemy posługiwać się Naszą postacią. Sama fabuła gry nie jest może jakoś specjalnie cudowna, jednak klimat i opowieści dodają tej grze to coś…

Mass Effect Screen 1 Za dużo, za mało – jak w końcu?

Misje poboczne to coś co kocha wielu graczy, zazwyczaj dzięki Nim  możemy na chwilę oderwać się od monotonności i łatwo zarobić  dodatkowe fundusze… Hola, hola… Nie tym razem! Misje poboczne czyli tak  zwane zadania dodatkowe są tutaj po prostu straszne (delikatnie  powiedziawszy…). Zamiast relaksu, które powinny przynosić, nieźle Nas  wkurzają i są cholernie trudne. Dodatkowo większość z Nich jest bardzo  podobna, co naprawdę bardzo denerwuje.

 Czułość bywa wadą…

Bardzo lubię, a właściwie lubiłem w tego typu grach gdy gracz mógł  poruszać się po planetach jakimiś pojazdami, zwłaszcza gdy są one niezamieszkałe… Niestety tutaj podróżowanie po niezamieszkałych planetach to po prostu tragedia. Pojazd z którym przychodzi Nam się zmierzyć jest drażliwie czuły, przez co każde nawet najmniejsze wgłębienie terenu powoduje zmianę kierunku jazdy. Coś w stylu tańcu na lodzie…

Niekończąca się opowieść…

Problem amunicji w tej produkcji został rozwiązany w bardzo ciekawy, ale i intrygujący sposób. Albowiem amunicja do wszelakiego rodzaju broni nigdy się nie kończy, dzięki czemu możemy strzelać, strzelać i strzelać… Właściwie to strzelać, czekać, strzelać, czekać. Nigdzie nie ma tak dobrze i tutaj też nie. Zamiast kończącej się amunicji jesteśmy zmuszeni oszczędzać Naszą broń, która najzwyklej w świecie się przegrzewa. Pomysł fajny? No tak, bardzo fajny, jednak na dalszą metę troszkę drażnią te częste przegrzania się broni. Cóż… Graczowi ciężko dogodzić, bo przecież tak źle, a tak nie dobrze.

Ktoś przecież musi nadrobić straty

Tutaj wady całej produkcji z pewnością maskuje grafika, która jak na swoje czasy jest naprawdę bardzo realistyczna (przypominam że pierwsza wersja tej gry na Xbooxa 360 pojawiła się w 2007 roku, natomiast na standardowe PCty w 2008 ). Twarze, tekstury i gestykulacja z pewnością zasługują na brawa.


Czas na ocenę…
To nie koniec plusów, albowiem dźwięk też należy do tej lepszej strony gry. Sama muzyka monotonna i może nie do końca taka jak powinna być, jednak nowoczesno awangardowe odgłosy broni brzmią świetnie.

Całokształt oczywiście duży plus, bo prócz miłej dla oka grafiki możemy się nieźle pobawić. Jednak jeżeli brałbym te wszystkie czynniki pojedynczo i z ich ocen wyliczyłbym średnią arytmetyczną to mogłoby nie być już tak wesoło. Mimo wyżej wymienionych wad gra zasługuje na dużego plusa, poruszenie tej kwestii to spore wyzwanie, któremu w tym tytule sprostano.

VN:F [1.9.13_1145]
Rating: 8.7/10 (3 votes cast)
Mass Effect - pierwsza recenzja Bishopa, 8.7 out of 10 based on 3 ratings